herbert romersteinPracownik amerykańskich instytucji rządowych, historyk i pisarz, specjalista od zwalczania działalności komunistycznej, członek Rady Naukowej Glaukopisu.

Pochodził z Brooklinu w Nowym Jorku. Jako nastolatek zapisał się do Ligii Młodzieży Komunistycznej (Communist Youth League), młodzieżówki Komunistycznej Partii USA. Po latach wspominał ze śmiechem, że gdy jego dziadek, działacz Bundu z Kresów Wschodnich dawnej Rzeczypospolitej, odkrył któregoś dnia jego młodzieńcze fascynacje komunizmem, zlał mu tyłek i podarł całą jego „biblioteczkę młodego komunisty”. Od tej pory, jak wspominał, utrwaliły się w nim dwa uczucia: wstręt do komunizmu i komunistów oraz wdzięczność dla dziadka i jego mądrości.

Podczas wojny w Korei Herbert znalazł się jako poborowy piechoty amerykańskiej na froncie. Wówczas po raz pierwszy zobaczył, jak naprawdę wygląda komunistyczna rzeczywistość. Szczepionka dziadka zaczęła przynosić efekty. W 1951 r. złożył obszerne zeznania przed podkomisją senacką do spraw bezpieczeństwa wewnętrznego, opisując działalność komunistycznych organizacji młodzieżowych. Następnie pracował jako analityk i śledczy w American Business Consultants. Był również publicystą antykomunistycznego biuletynu Counterattack.

W 1962 r. opublikował swoją pierwszą książkę Communism and Your Child (Komunizm i twoje dziecko). W latach 1965–1983 pracował jako śledczy dla Izby Reprezentantów w ramach Komisji Izby do Badania Działalności Antyamerykańskiej oraz kierownik zespołu badawczego Komisji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Zespołu Stałego Komisji do Spraw Wywiadu (House Permanent Select Committee on Intelligence). W latach 80. dołączył do administracji prezydenta Ronalda Reagana jako dyrektor Biura Dezinformacji Antysowieckjej (Office to Counter Soviet Disinformation) w ramachAgencji Informacyjnej Stanów Zjednoczonych (U.S. Information Agency). Jego działania jako koordynatora amerykańskiej kontrpropagandy, jak sam mówił, koncentrowały się wokół starannego opracowywania odpowiedzi na fałszywą propagandę sowiecką – zarówno w celu obnażenia szerzonych przez nią dezinformacji, jak też podważenia wiarygodności autorów tejże propagandy.

Po zakończeniu zimnej wojny Herb został dyrektorem Centrum Badań ds. Bezpieczeństwa (Center for Security Research) w Instytucie Edukacji i Badań Naukowych. W ostatnich latach życia pracował dla Instytutu Polityki Światowej (Institute of World Politics) jako specjalista do spraw szpiegostwa, sowieckich metod wojny politycznej, międzynarodowego terroryzmu i bezpieczeństwa wewnętrznego. Jako naukowiec Herb prowadził niezwykle skrupulatne badania archiwalne; prowadził kwerendy w archiwach sowieckich i ukraińskich.

Pamiętam, że gdy korzystał z archiwum IPN – mimo iż nie znał polskiego i musiał korzystać z pomocy asystenta – dokładnie wiedział, gdzie i czego szukać. W 1992 r. Herbert i były sowiecki oficer Oleg Kaługin zidentyfikowali znanego amerykańskiego dziennikarza śledczego Isidora Feinsteina Stone’a jako sowieckiego agenta. Był pierwszym badaczem, który dostarczył wiarygodnych dowodów na powiązania z wywiadem sowieckim Harry’ego Hopkinsa, szarej eminencji Białego Domu i przyjaciela Franklina D. Roosevelta.

Herbert był skarbnicą informacji historycznych dotyczących ludzi i wydarzeń związanych z działalnością antykomunistyczną w XX w. W każdej chwili był w stanie ze szczegółami opisać działalność różnych polityków, pisarzy czy biznesmenów uwikłanych w działalność prosowiecką, o ich koneksjach oraz sposobie, w jaki zostali zdemaskowani. W latach 60. i 70. uczestniczył również, z reguły incognito, w konferencjach organizowanych przez ruchy komunistyczne w Europie i obu Amerykach – pozwalało mu to poznawać ludzi i nawiązywać z nimi kontakty oraz orientować się w bieżącej taktyce i strategii politycznej

ruchów prosowieckich. Kilka razy został zdemaskowany i musiał uciekać przed komunistycznymi bojówkarzami.

Miał też rozległe znajomości wśród działaczy antykomunistycznych w Europie, szczególnie emigrantów zza „żelaznej kurtyny”. W latach 60. współpracował blisko z rosyjskimi solidarystami tworzącymi Narodno-Trudowoj Sojusz (NTS). Wraz z nimi prowadził m.in. akcje rozrzucania ulotek i nadawania audycji radiowych dla sowieckich żołnierzy stacjonujących w bazach na terenie NRD. Przeżył wówczas zamach bombowy przeprowadzony przez KGB na lokal NTS w RFN. Miał także kontakty z Ukraińcami z OUN(b) – przyjaźnił się m.in. ze Sławą Stećko, żoną Jarosława, niedoszłego premiera rządu ukraińskiego proklamowanego we Lwowie w 1941 r. W czasie jednej z rozmów miała ona stwierdzić, że skoro dziadkowie Herberta pochodzili z dalekich Kresów Wschodnich – obecnie na terenie Ukrainy – to on musi być Ukraińcem. W odpowiedzi Herb z wrodzonym sobie poczuciem humoru stwierdził: „Czy nazwałabyś mnie Ukraińcem także w 1941 r.?”. Stećko się zmieszała

Był obdarzony niezwykłym poczuciem humoru i autoironii. Kiedyś, gdy jego córka przeżywająca młodzieńczy bunt przyprowadziła do domu narzeczonego, młodego rabina, i oświadczyła, że zamierza wyjść za niego za mąż, stwierdził: „Szkoda, myślałem, że przedstawisz nam kogoś z większym poczuciem humoru”. Podczas pobytu w Polsce, gdy już poznaliśmy się lepiej, Herb zapytał, czy znam „węgierską definicję antysemity”. „Otóż – stwierdził – według Węgrów antysemita to ktoś, kto nienawidzi Żydów bardziej niż potrzeba”. Nie oznaczało to wcale, że akceptował czy pochwalał postawy antysemickie, czy

nienawiść do Żydów. Wręcz przeciwnie – zwalczał nazistów na równi z komunistami – tylko wiedział dokładnie, bez poprawności politycznej, kogo można nazywać antysemitą i nazistą, a kogo nie.

Herb był przekonany, że Obama i jego otoczenie to kryptokomuniści. Wielu współpracowników obecnego prezydenta USA kojarzył z dawnych lat z ich aktywności w organizacjach o silnych związkach zarówno z agendami Komunistycznej Partii USA, jak i pośrednio z sowieckim wywiadem. Gdy był z wizytą w Polsce, jedna z telewizji poprosiła o możliwość nagrania z Herbem wywiadu. Jako jego samozwańczy impresario stwierdziłem, że nie ma problemu, muszą tylko wydelegować osobę, która dobrze mówi po angielsku. Herb miał już wówczas kłopoty z gardłem i mówił trochę niewyraźnie. Zjawiła się ekipa z dziewczyną o ładnej prezencji, ale ledwie dukającą po angielsku. Umiała zadać pytanie z kartki, ale nie była w stanie poprowadzić rozmowy. Gdy zorientowałem się, co się dzieje, powiedziałem Herbowi na ucho, że nie musi się nią sugerować i sam może decydować, o czym chce mówić. Herb przez około godzinę opowiadał o koneksjach Obamy i jego staffu z komuną – od „Czarnych Panter” i studenckich grup terrorystycznych z lat 60. i 70. po niedawne, już po upadku ZSRS, flirty z południowoamerykańskimi i chińskimi komunistami. Młoda redaktorka próbowała pytać o jakieś banały, a on kontynuował opowieść o kolejnych podsekretarzach stanu oraz szefach wydziałów z administracji amerykańskiego prezydenta, wymieniając każdego z imienia i nazwiska i opowiadając o ich „czerwonej” przeszłości. Zabawa była przednia: dziennikarka nic nie rozumiała, ale cała ekipa była wniebowzięta, bo choć też nie rozumiała po angielsku, cieszyła się, że ma dużo nagranego materiału. Oczywiście ten wywiad nie trafił na antenę – mam tylko nadzieję, że leży gdzieś na archiwalnej półce i czeka na odkrywcę.

Herbert był wybitnym znawcą i kolekcjonerem materiałów propagandowych z okresu II wojny światowej, ale nie tylko, bo zbierał też militaria. Tak też zaczęła się nasza przyjaźń, początkowo jako porozumienie dwóch kolekcjonerów, później z obopólnej sympatii. Jego zbiory ulotek, zdjęć, plakatów, broszur i innych wydawnictw politycznych były imponujące i liczyły kilka tysięcy jednostek, w większości unikatowych. Jego wielkim hobby było także kolekcjonowanie gadżetów komunistycznych i nazistowskich. Miał m.in. kilkumetrową flagę niemiecką ze swastyką, którą amerykańscy żołnierze zerwali z ratusza w Hanowerze; była tak duża, że nie było możliwości wyeksponowania jej w ramach kolekcji (leżała w piwnicy schowana w skrzyni). Kiedyś siedzieliśmy w jego domu w Maryland i przeglądaliśmy archiwalia. Na ogromnym stole piętrzyły się stosy plakatów, zdjęć, ulotek, odznaczeń, kordzików SS, SA i itp. W tym czasie niespodziewanie przyjechała z wizytą córka z dwoma małymi wnukami Herba. Malcy szybko zajęli się „zabawkami” dziadka: obaj z Herbem zaśmiewaliśmy się, obserwując dwóch szkrabów w tradycyjnych żydowskich chałatach, w kipach, z pejsami, jak paradują poważnie z opaskami NSDAP oraz esesmańskimi kordzikami jak mieczami…

Nie udało mu się zrealizować jego ostatniego projektu – napisania wspólnie z przyjacielem Stantonem Evansem książki o sprawie katyńskiej jako wydarzeniu niedocenianym przez anglosaską historiografię, a stanowiącym – według obu historyków – punkt zwrotny II wojny światowej. Prace przerwało Herbertowi wielkie osobiste nieszczęście – wylew krwi do mózgu spowodował utratę pamięci. Choroba unicestwiła jego osobiste archiwum – całą wiedzę gromadzoną przez dekady działalności antykomunistycznej, badań i kwerend. Był to wielki cios, po którym już nie zdołał się podnieść. Mimo niezwykłej miłości, oddania i opieki, którą otaczała go żona Patrycja, nie umiał wieść bezczynnego życia emeryta. Jego stan się pogarszał, z czasem przestał poznawać przyjaciół, potem także najbliższych. Gasł z dnia na dzień, był coraz słabszy… nadchodził koniec.

Po śmierci Herberta, zgodnie z jego wolą, jego archiwum przekazano Instytutowi Hoovera w Stanford, aby jego trud nie poszedł na marne, a zebrane dokumenty mogły nadal służyć naukowcom.

Wojciech J. Muszyński 

 

Początek strony