W ostatnich tygodniach media zdominowała polityka, przesłaniając na pewien czas problematykę historyczną. Po krótkiej wyborczej przerwie sytuacja zdaje się znowu wracać do „normy” – ponownie pojawiają się w mediach publicyści, oskarżający zbiorowo naród polski o współudział w Holokauście i czerpanie profitów z tragedii Żydów. Temat ten znalazł odbicie w literaturze pięknej, stał się inspiracją do powstania sztuk teatralnych, w tym duchu wypowiadają się również tak zwani artyści i performerzy. Nie brakuje też zapowiedzi nowych, rzecz jasna „odkrywczych” i „przełomowych”, publikacji. Nie chodzi tu wyłączenie o problematykę żydowską, o Zagładę – środowiska specjalizujące się w formułowaniu podobnych oskarżeń celują także w inne mniejszości: Ukraińców, Białorusinów czy Niemców. „Należy przypominać jak wiele wycierpieli Niemcy z powodu Polaków” – tak niemal dosłownie brzmi credo tego rodzaju publikacji, które mają szokować i epatować czytelnika przemocą, ale co najważniejsze – są całkowicie pozbawione historycznego kontekstu.

W Mińsku, stolicy Białorusi, prospekt Feliksa Dzierżyńskiego krzyżuje się z ulicą Jerzego Giedroycia. Taki melanż tradycji wydaje się na pierwszy rzut oka dość paradoksalny i może przybysza śmieszyć. To jednak tylko pierwsze wrażenie. W dzisiejszej Polsce w wielu miastach ulice, którym patronują ludzie wielcy i zasłużeni dla ojczyzny, sąsiadują z takimi, których nazwę mieszkańcy wymawiają ze wstydem. Mamy więc w Warszawie ulice patronów zbiorowych, np.: ulicę Dąbrowszczaków, komunistycznej formacji walczącej w Hiszpanii przeciwko powstańcom gen. Franco, wsławionej mordami księży i zakonnic; Aleję Armii Ludowej, agenturalnej organizacji i forpoczty sowieckiej okupacji Polski; ulicę Związku Walki Młodych, młodzieżowej przybudówki PPR i AL, a także Aleję Zjednoczenia, upamiętniającą powstanie PZPR. Jak na III RP, której włodarze tak chętnie odwołują się do przedwojennych tradycji to naprawdę „stylowe” połączenie. Są także patroni pojedynczy: Wincenty Rzymowski, grafoman i plagiator, który wsławił się tym, że wchodził w skład PKWN; Henryk Raabe, ambasador w Moskwie z ramienia tzw. rządu warszawskiego w 1945 r.; Walter, czyli Karol Świerczewski, sowiecki generał w polskim mundurze, który rzadko trzeźwiał, a fakt ten miał bezpośrednie przełożenie na dowodzoną przez niego II Armię „ludowego” WP, rozbitą na Łużycach w kwietniu 1945 r. (było to ostatnie niemieckie zwycięstwo podczas II wojny światowej)....

O zjawisku rehabilitacji tzw. Polski „ludowej” pisaliśmy już w poprzednich numerach Glaukopisu. W ostatnim czasie wydarzyło się bardzo wiele w tym zakresie i proces ten wyraźnie przyspieszył. Obecnie, jesteśmy świadkami już nie tylko walki o zachowanie ciągłości prawnej z PRL – gruba kreska załatwiła tę sprawę definitywnie i dekrety PKWN nadal stanowią fundament systemu prawnego tzw. III RP. Dziś, obserwujemy próby wprowadzania w życie następnego etapu tego procesu – walki o miejsce PRL, i komunizmu w ogóle, w świadomości społecznej Polaków; czy będzie to czas niewoli, upodlenia moralnego i narodowej smuty, czy rodzaj archaicznego wesołego miasteczka?

Minęła, kolejna, druga już, dekada post-komunizmu. Cieszymy się z niepodległości, ale w zasadzie większość z nas nie zagłębia się w jej charakter – tak było zaraz po 1989 r., po tzw. upadku komuny i tak jest obecnie, po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Post-komunizm czy niepodległość? A może to i to? Glaukopis, który ma już siedem lat, zagłębia się w takie sprawy od samego początku. Przez ten czas nasze pismo nie tylko ukazywało przeszłość i starało się to czynić w naukowej formie, bez politycznego makijażu i związanych z tym niezdrowych emocji – ale przede wszystkim postawiliśmy na prymat wartości absolutnych w sensie filozoficznym i na empirykę – w sensie metodologicznym. Są to prawdziwe podstawy zachodniej nauki, lub przynajmniej były nimi do niedawna. Niestety w obecnej chwili są one nieustannie podważane przez zwolenników moralnego relatywizmu i postmodernizmu, czyli współczesnego wydania starej gnostyckiej herezji. Nie jest przesadą stwierdzenie, że ludzie ci postawili sobie za cel zniszczenie intelektualnej tradycji naszej cywilizacji. W nadchodzącej dekadzie walka ta zapewne jeszcze się zaostrzy, nie można też wykluczyć, że ci współcześni heretycy wymyślą nowe, „rewolucyjne dogmaty” dla swojej pseudo-religii. My, w każdym razie, będziemy jak dotychczas trzymać się tego, co stare i wypróbowane. Będziemy nadal dekonstruować dekonstruktorów i obnażać miałkość stereotypów, na których lubią oni budować swe koncepty.

W roku 2009 obchodzimy wiele rocznic. Część z nich ma charakter radosny, niektóre jednak, niczym groźne memento, przypominają o tragicznych i smutnych chwilach w naszej historii. Do tych pierwszych można zaliczyć niewątpliwie 90. rocznicę podpisania Traktatu Wersalskiego, który po 123 latach niewoli przywrócił Polskę na mapę Europy, a także wyzwolenie Wilna, kresowej strażnicy jagiellońskich tradycji Rzeczypospolitej, odbitej z rąk bolszewickich 19 marca 1919 r. Mamy też w roku bieżącym rocznice smutne i tragiczne. Należy do nich zaliczyć 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej, zapoczątkowanej niemiecką i sowiecką agresją na Polskę czy 65. rocznicę Powstania Warszawskiego oraz ponownego wejścia do Polski Armii Czerwonej w 1944 r., co po dziś dzień niektórzy historycy i publicyści skłonni są określać terminem „wyzwolenie”. Nie ulega jednak wątpliwości, że wkroczenie Sowietów położyło co prawda kres okupacji niemieckiej, ale zapoczątkowało nową, nie mniej brutalną i znacznie dłuższą niewolę. Obozy koncentracyjne zastąpiono syberyjskimi łagrami, ludzi walczących o Niepodległą Polskę mordowano w kazamatach UB i NKWD. Sowieci wypchnęli okupanta niemieckiego, narzucając Polsce na niemal pół wieku swoją dominację.

W bieżącym numerze m.in.: Tradycja jagiellońska a polski Obóz Narodowy w XX wieku; Publicystyka Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”; Generał „Draża” Michajlović i czytelnicy (1941-1945); Ksiądz Jerzy Popiełuszko w donosach ks. Michała Czajkowskiego TW po. „Jankowski”; Polski nazjonalizm i jego etyczne granice.

 

Początek strony