W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z kilkoma znamiennymi incydentami, które świadczą o tym, w jaki sposób zniekształcony przekaz historyczny może stać się już nie tylko orężem w walce politycznej, ale kreowania postaw społecznych. Pokazały one również jak różna może być reakcja gremiów historycznych na spekulowanie wydarzeniami historycznymi i ich interpretacjami. Na początku kwietnia wybuchł skandal wywołany przez jedną z wysokonakładowych gazet, dotyczący „nowej interpretacji” powieści Aleksandra Kamińskiego Kamienie na szaniec. Nieznana na niwie naukowej osoba podzieliła się z czytelnikami swoimi teoriami, spekulacjami i domysłami na temat bohaterów tego dzieła, próbując udowodnić jego homoseksualne podteksty. Po raz kolejny okazuje się, że postępowcy zamiast prowadzić badania, wolą snuć śmiałe teorie, licząc na to, że pozwoli im to zaistnieć w „intelektualnym” towarzystwie wzajemnej adoracji. No to do dzieła!

Modne dziś hasło deregulacji zawodów już od co najmniej dwóch dekad jest przekleństwem historyków. Adepci Clio stracili przynależny im status i funkcję społeczną, w związku z czym o przeszłości może dziś pisać i mówić każdy. Wydaje się wręcz, że im mniejszą ma wiedzę, tym lepiej i tym chętniej jest słuchany. Od czasu do czasu w dyskursie publicznym toleruje się jeszcze prawdziwych badaczy, którzy mogą zabrać głos przy okazji jakiejś rocznicy, ale ich wypowiedzi i tak toną w powodzi tzw. komentarzy. Brylują w nich zwłaszcza celebryci swoimi politycznie poprawnymi spostrzeżeniami na temat polskiej historii, piosenkarze i aktorzy, celebrujący ekspiację za rzekome krzywdy wyrządzone przez Polaków, politycy i niedouczeni dziennikarze w sposób prymitywny usiłujący tłumaczyć zawiłości dziejów, czy wreszcie twórcy filmowi, nierozumiejący przeszłości, którą chcą ukazać w swoich „dziełach”.

Od kilku miesięcy jesteśmy świadkami protestów, w tym też serii protestów głodowych, przeciwko planom ograniczenia programu nauczania historii. W istocie działania resortu edukacji sprowadzają się do likwidacji lekcji historii w liceach ogólnokształcących. A dzieje się w to sytuacji, gdy niemal codziennie jesteśmy świadkami manipulowania tą dziedzina wiedzy. Fałszywe interpretacje dziejów najnowszych są wykorzystywane w walce dyplomatycznej, jako środek szantażu moralnego wobec naszego kraju, czego przykładem jest np. „gra jeńcami z 1920 r.” przez post-sowiecką Rosję lub kwestia „wypędzonych”, eksploatowana przez Niemcy. Prawda historyczna pada też ofiarą postmodernistycznych „interpretatorów”, specjalizujących się w takim modelowaniu faktów, aby były one szokujące, a oni sami zyskali rozgłos medialny. Obok prymitywnych koncepcji rodem z ukraińskiego lub litewskiego etnonacjonalizmu i odniesień do rzekomych polskich zbrodni na Niemcach z Ziem Zachodnich, mamy całą gamę konceptów plagiatowanych z historiografii zachodniej, zwłaszcza anglosaskiej, dotyczących rzekomego polskiego współudziału w Holokauście, „opresyjnego polskiego katolicyzmu” czy „antykomunizmu jako ukrytej formy antysemityzmu”. Młode pokolenie, pozbawione elementarnej wiedzy o przeszłości, stanie się bezbronne wobec takich i innych, równie absurdalnych, teorii lansowanych w Internecie i telewizji. Może taki ma być cel tych „reform”?

W ostatnich tygodniach media zdominowała polityka, przesłaniając na pewien czas problematykę historyczną. Po krótkiej wyborczej przerwie sytuacja zdaje się znowu wracać do „normy” – ponownie pojawiają się w mediach publicyści, oskarżający zbiorowo naród polski o współudział w Holokauście i czerpanie profitów z tragedii Żydów. Temat ten znalazł odbicie w literaturze pięknej, stał się inspiracją do powstania sztuk teatralnych, w tym duchu wypowiadają się również tak zwani artyści i performerzy. Nie brakuje też zapowiedzi nowych, rzecz jasna „odkrywczych” i „przełomowych”, publikacji. Nie chodzi tu wyłączenie o problematykę żydowską, o Zagładę – środowiska specjalizujące się w formułowaniu podobnych oskarżeń celują także w inne mniejszości: Ukraińców, Białorusinów czy Niemców. „Należy przypominać jak wiele wycierpieli Niemcy z powodu Polaków” – tak niemal dosłownie brzmi credo tego rodzaju publikacji, które mają szokować i epatować czytelnika przemocą, ale co najważniejsze – są całkowicie pozbawione historycznego kontekstu.

W Mińsku, stolicy Białorusi, prospekt Feliksa Dzierżyńskiego krzyżuje się z ulicą Jerzego Giedroycia. Taki melanż tradycji wydaje się na pierwszy rzut oka dość paradoksalny i może przybysza śmieszyć. To jednak tylko pierwsze wrażenie. W dzisiejszej Polsce w wielu miastach ulice, którym patronują ludzie wielcy i zasłużeni dla ojczyzny, sąsiadują z takimi, których nazwę mieszkańcy wymawiają ze wstydem. Mamy więc w Warszawie ulice patronów zbiorowych, np.: ulicę Dąbrowszczaków, komunistycznej formacji walczącej w Hiszpanii przeciwko powstańcom gen. Franco, wsławionej mordami księży i zakonnic; Aleję Armii Ludowej, agenturalnej organizacji i forpoczty sowieckiej okupacji Polski; ulicę Związku Walki Młodych, młodzieżowej przybudówki PPR i AL, a także Aleję Zjednoczenia, upamiętniającą powstanie PZPR. Jak na III RP, której włodarze tak chętnie odwołują się do przedwojennych tradycji to naprawdę „stylowe” połączenie. Są także patroni pojedynczy: Wincenty Rzymowski, grafoman i plagiator, który wsławił się tym, że wchodził w skład PKWN; Henryk Raabe, ambasador w Moskwie z ramienia tzw. rządu warszawskiego w 1945 r.; Walter, czyli Karol Świerczewski, sowiecki generał w polskim mundurze, który rzadko trzeźwiał, a fakt ten miał bezpośrednie przełożenie na dowodzoną przez niego II Armię „ludowego” WP, rozbitą na Łużycach w kwietniu 1945 r. (było to ostatnie niemieckie zwycięstwo podczas II wojny światowej)....

O zjawisku rehabilitacji tzw. Polski „ludowej” pisaliśmy już w poprzednich numerach Glaukopisu. W ostatnim czasie wydarzyło się bardzo wiele w tym zakresie i proces ten wyraźnie przyspieszył. Obecnie, jesteśmy świadkami już nie tylko walki o zachowanie ciągłości prawnej z PRL – gruba kreska załatwiła tę sprawę definitywnie i dekrety PKWN nadal stanowią fundament systemu prawnego tzw. III RP. Dziś, obserwujemy próby wprowadzania w życie następnego etapu tego procesu – walki o miejsce PRL, i komunizmu w ogóle, w świadomości społecznej Polaków; czy będzie to czas niewoli, upodlenia moralnego i narodowej smuty, czy rodzaj archaicznego wesołego miasteczka?

Początek strony