Oddajemy do rąk Państwa nowy, tym razem podwójny, numer naszego kwartalnika. W czasie gdy dookoła panuje moda na wyszukiwanie teczek tajnych współpracowników SB, gdy ujawnianych jest coraz więcej donosicieli, a tzw. „autorytety moralne” podnoszą zgiełk w obronie rzekomo pokrzywdzonych, my zajmujemy się już kolejnymi ważnymi tematami, które wymagają poruszenia. Czynimy tak aby nie powiększać medialnego szumu, który przeszkadza naukowcom w profesjonalnych badaniach. Czynimy tak dlatego, że jesteśmy naukowymi lodołamaczami. Jako pierwsi w oparciu o dokumenty podnosimy tematy zwykle ignorowane przez innych. Może inaczej: my badamy tematy, o których „każdy” ma opinię, nie siląc się na jej weryfikację w źródłach. O komunistycznej agenturze pisaliśmy już sporo w poprzednich numerach, zapewne w przyszłości opublikujemy przyczynki do tego problemu. Jednak tutaj nasza rola się skończyła. Wywołaliśmy i opracowaliśmy temat – jako jedyni operujący poza obiegiem państwowym, jako jedyni wciąż działający społecznie, bez uciekania się do funduszy podatnika, a polegający na niezależnych źródłach. Sprawa agentury przeszła ze sfery ezoterycznych rozważań do sfery działań publicznych. Dlatego obecnie chcielibyśmy zwrócić Państwa uwagę na inne, naszym zdaniem, nie mniej ważne i ciekawe tematy.

Oddajemy do Państwa rąk kolejny numer Glaukopisu w momencie, gdy toczy się dyskusja o konieczności przywrócenia profesjonalności nauce w Polsce. Oprócz zwykłej pragmatyki – bo Polska nie ma szans na konkurencję w nowoczesnym świecie bez profesjonalizmu – problem ten ma wymiar moralny. To sprawa przyzwoitosci i oddania sprawiedliwości tym, którzy nie ulegi komunistycznemu zniewoleniu. Nie mniej ważnym jest też wymiar praktyczny: przywrócenie standardów normalności. Uczelnia powinna być świątynią wiedzy. Nauczyciele to swego rodzaju kapłani, powinny służyć Prawdzie i przekazywać ją studentom, którzy będą się nią potem kierować w życiu i pracy zawodowej. W czasach PRL świątynia Prawdy została splugawiona. Usuwano z pracy ludzi wiedzy i zastępowano ich partyjniackimi miernotami. Miernoty klonowały się i produkowały katastrofę: zadufanego, niedouczonego i zakompleksionego PRL-owskiego „naukowca”. Najlepsi, tacy jak choćby prof. Karol Pośpieszalski z Uniwersytetu Poznańskiego i inni mu podobni, którzy nie zgodzili się na „moralne kompromisy”, właściwie nie istnieli w obiegu naukowym. Spolegliwe miernoty triumfowały, a ich następcy triumfują dalej. Oprócz partyjniackich miernot, ale również obok nich, funkcjonował jeszcze inny rodzaj niegodziwców: współpracownicy tajnych służb.

W nowym numerze Glaukopisu koncentrujemy się na zjawisku oporu przeciw narzucanej siłą dominacji obcych idei. Mamy tu na myśli wywodzące się z mroków historii rozmaite herezje. W nowych wcieleniach objawiły się one ponownie w wieku dziewiętnastym jako narodowy i międzynarodowy socjalizm oraz liberalizm. Jak mawiał ograrny konserwatysta Richard Weaver – „idee mają konsekwencje”, nie dziwi nas, że owe systemy intelektualne miały decydujący – i tragiczny – wpływ na wiek dwudziesty. Mimo pewnych sprzeczności wewnętrznych, były to idee wywodzące się ze wspólnego korzenia. Na zewnątrz cechował je przede wszystkim sekularyzm, wrogość wobec religii objawionych, szczególnie chrześcijaństwa. W rozmaitym stopniu odwoływały się one do „rozumu” i opierały się o „naukę”. W rzeczywistości idee te napełnione były ezoteryzmem mesjanistycznym, obietnicą stworzenia racjonalnego raju na ziemi. Miał on powstać w rezultacie dialektycznych zmagań klas, ras, czy jednostek, walczących kolektywistycznie, bądź indywidualistycznie, o swoją „wolność” – oczywiście pod batutą wszystkowiedzącego areopagu „autorytetów”.

Glaukopis to pismo historyczne i społeczno-polityczne. Nazwę zaczęrpnęliśmy z antyku: „dalekowidzący”. Odzwierciedla ona założenia, z których wychodzimy; metodologię, którą się posługujemy oraz cele, jakie sobie wyznaczyliśmy. Na łamach Glaukopisu badamy przeszłość i teraźniejszość aby pewniej wkraczać w przyszłość. Tylko bezwzględne, niemłonkowe spojrzenie na naszą historię pozwoli nam zaobserwować procesy dziejowe oraz naturę ludzką w akcji. Doświadczenie uczy, że natura ludzka pozostaje właściewie niezmienna od zarania dziejów, pozornie tylko łagodzona otoczką cywilizacji. Udowadniają to dobitnie dzieje krwawego wieku XX, wktórym ludzkość doświadczyła okropnych zbrodni socjalizmu międzynarodowego i narodowego. Nie gloryfikujemy w związku z tym ani abstrakcyjnego kolektywu, ani wchodzącej w jego skład (bądź nie) teoretycznej jednostki. Dostrzegamy bowiem, że człowiek racjonalny zwykle może wybrać między dobrem a złem.

Początek strony