Obchodziliśmy w tym roku czterdziestą rocznicę buntu studenckiego z marca 1968 r. Wydaje się, że historia zatoczyła koło. Kiedyś marcowi propagandyści, dziennikarze reżimowej prasy, nacjonal-bolszewickie mięśniaki, ciemniaki z partyjnymi legitymacjami i naukowcy z nadania władzy, posługując się kłamstwem i obmową, próbowali stłamsić prawdę. Bezkranie szczuli przeciwko wszystkim, którzy ośmielili się wyrażać własne poglądy. Dziś widzimy te same metody, a często nawet tych samych ludzi, byłych post-stalinowskich adiunktów, marcowych docentów, agentów tajnej milicji komunistycznej, sowieckich służb specjalnych, którzy stają do walki z wolnością słowa i swobodą badań naukowych. Uważają oni, że zostali powołani do decydowania, kto ma prawo do korzystania z demokracji. Wyswiechtany od 1989 r. slogan o „transformacji systemowej” oznaczał bowiem w praktyce tyle, że nastąpiły wówczas takie „zmiany”, aby nic nie uległo zmianie. Kontynuacja PRL pod falszywą flagą „III RP”, to nie tylko obowiązujące prawo, którego źródłem jest tzw. „Manifest PKWN” i stalinowskie dekrety, ale przede wszystkim Ci ludzie, dobrani z kadr miejskich i gminnych komitetów komunistycznej partii, którzy utrzymują dominujące pozycje, zarówno w środowisku naukowym, jak i innych dziedzinach życia społecznego, politycznego i kulturalnego.

 

Żyjemy w czasach, gdy relatywizm moralny atakuje różne sfery naszego życia. Nie pozostały wolne od tej plagi również nauki historyczne. Z jednej strony odrzuca się stosowanie wymogów warsztatu historycznego: żmudną archiwalną kwerendę z empirycznym zestawieniem faktów, proces oparty na rygorystycznej wykładni logicznej. Z drugiej strony natomiast nagminne staje się żonglowanie danymi, choćby wymyślonymi. Poddają się temu trendowi intelektualnemu niektórzy w środowisku naukowym, tym samym zdradzając wielowiekową tradycję intelektualną Cywilizacji Zachodniej. Naśladuje ich cała rzesza wytresowanych na płynące z góry trendy dziennikarzy, współczesnego wcielenia „inżynierów dusz” i kreatorów społecznej świadomości.

 

Chcielibyśmy Państwu bardzo podziękować bowiem Glaukopis spotyka się z coraz większym zainteresowaniem. Coraz więcej czytelników wybiera nasz kwartalnik i otrzymujemy coraz więcej dowodów sympatii, ofert współpracy oraz szczodrego wsparcia. Mamy nadzieję, że najnowszy numer również nie sprawi Państwu zawodu. Wychodziliśmy i dalej wychodzimy z założenia, że służba poszukiwania Prawdy, którą pełnimy dotyczy nie tylko teorii, ale również ma zastosowanie w praktyce. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się wydawać nasze pismo. Chcemy pokazywać prawdę o historii i przypominać fakty zagubione w czarnej dziurze komunizmu i nazizmu. Podkreślamy, że nie ulegamy żadnej modzie ani politycznej poprawności. Nie chcemy publikować materiałów obliczonych na sensację i poklask tych czy innych środowisk. Nie liczyliśmy też na to, że nasze ideowe założenia zmaterializują się w życiu doczesnym.

Oddajemy do rąk Państwa nowy, tym razem podwójny, numer naszego kwartalnika. W czasie gdy dookoła panuje moda na wyszukiwanie teczek tajnych współpracowników SB, gdy ujawnianych jest coraz więcej donosicieli, a tzw. „autorytety moralne” podnoszą zgiełk w obronie rzekomo pokrzywdzonych, my zajmujemy się już kolejnymi ważnymi tematami, które wymagają poruszenia. Czynimy tak aby nie powiększać medialnego szumu, który przeszkadza naukowcom w profesjonalnych badaniach. Czynimy tak dlatego, że jesteśmy naukowymi lodołamaczami. Jako pierwsi w oparciu o dokumenty podnosimy tematy zwykle ignorowane przez innych. Może inaczej: my badamy tematy, o których „każdy” ma opinię, nie siląc się na jej weryfikację w źródłach. O komunistycznej agenturze pisaliśmy już sporo w poprzednich numerach, zapewne w przyszłości opublikujemy przyczynki do tego problemu. Jednak tutaj nasza rola się skończyła. Wywołaliśmy i opracowaliśmy temat – jako jedyni operujący poza obiegiem państwowym, jako jedyni wciąż działający społecznie, bez uciekania się do funduszy podatnika, a polegający na niezależnych źródłach. Sprawa agentury przeszła ze sfery ezoterycznych rozważań do sfery działań publicznych. Dlatego obecnie chcielibyśmy zwrócić Państwa uwagę na inne, naszym zdaniem, nie mniej ważne i ciekawe tematy.

Oddajemy do Państwa rąk kolejny numer Glaukopisu w momencie, gdy toczy się dyskusja o konieczności przywrócenia profesjonalności nauce w Polsce. Oprócz zwykłej pragmatyki – bo Polska nie ma szans na konkurencję w nowoczesnym świecie bez profesjonalizmu – problem ten ma wymiar moralny. To sprawa przyzwoitosci i oddania sprawiedliwości tym, którzy nie ulegi komunistycznemu zniewoleniu. Nie mniej ważnym jest też wymiar praktyczny: przywrócenie standardów normalności. Uczelnia powinna być świątynią wiedzy. Nauczyciele to swego rodzaju kapłani, powinny służyć Prawdzie i przekazywać ją studentom, którzy będą się nią potem kierować w życiu i pracy zawodowej. W czasach PRL świątynia Prawdy została splugawiona. Usuwano z pracy ludzi wiedzy i zastępowano ich partyjniackimi miernotami. Miernoty klonowały się i produkowały katastrofę: zadufanego, niedouczonego i zakompleksionego PRL-owskiego „naukowca”. Najlepsi, tacy jak choćby prof. Karol Pośpieszalski z Uniwersytetu Poznańskiego i inni mu podobni, którzy nie zgodzili się na „moralne kompromisy”, właściwie nie istnieli w obiegu naukowym. Spolegliwe miernoty triumfowały, a ich następcy triumfują dalej. Oprócz partyjniackich miernot, ale również obok nich, funkcjonował jeszcze inny rodzaj niegodziwców: współpracownicy tajnych służb.

W nowym numerze Glaukopisu koncentrujemy się na zjawisku oporu przeciw narzucanej siłą dominacji obcych idei. Mamy tu na myśli wywodzące się z mroków historii rozmaite herezje. W nowych wcieleniach objawiły się one ponownie w wieku dziewiętnastym jako narodowy i międzynarodowy socjalizm oraz liberalizm. Jak mawiał ograrny konserwatysta Richard Weaver – „idee mają konsekwencje”, nie dziwi nas, że owe systemy intelektualne miały decydujący – i tragiczny – wpływ na wiek dwudziesty. Mimo pewnych sprzeczności wewnętrznych, były to idee wywodzące się ze wspólnego korzenia. Na zewnątrz cechował je przede wszystkim sekularyzm, wrogość wobec religii objawionych, szczególnie chrześcijaństwa. W rozmaitym stopniu odwoływały się one do „rozumu” i opierały się o „naukę”. W rzeczywistości idee te napełnione były ezoteryzmem mesjanistycznym, obietnicą stworzenia racjonalnego raju na ziemi. Miał on powstać w rezultacie dialektycznych zmagań klas, ras, czy jednostek, walczących kolektywistycznie, bądź indywidualistycznie, o swoją „wolność” – oczywiście pod batutą wszystkowiedzącego areopagu „autorytetów”.

Początek strony