W bieżącym numerze m.in.: Wojna polsko-litewska 1920 r. - relacja z działan bojowych 13 pułku ułanów; Wilenska prasa narodowa - o stosunkach polsko-litewskich przed 1939 r.; Polityka oswiatowa II Rzeczypospolitej - jej aspekty gospodarcze i społeczne; Zbrodnie ukrainskich nacjonalistów - mordy UPA na rodzinach polsko-ukrainskich; Żydzi, bandytyzm a podziemie narodowe - o mordzie na Zydach w lasach pod Krasnikiem (1942); Tajemnice archiwów wywiadu - kontrwywiad PRL kontra Stasi; Sowiety poczatku lat 60. - dziennik Polaka z podrózy po ZSRS; Przyczynek do sprawy Grzegorza Przemyka - instrukcje dla SB, jak manipulowac opinia publiczna.

Czym jest współczesna III RP? Od dawna nie mieliśmy złudzeń, że to PRL-bis – nieco inny niż pierwowzór, trochę mniej siermiężny, bo – jak pisał poeta: „Zmieniło się tyle, by nic się nie zmieniło”. Do tej pory jednak „peerelowskość” wstydliwie ukrywano za parawanem z orłem w koronie i konstytucyjną mantrą o demokratycznym ustroju państwa prawa. Dzięki badaniom historyków i ich publikacjom na światło dzienne zaczęło wychodzić coraz więcej faktów o kompromitującej przeszłości współczesnych elit i ich powiązaniach z decydentami minionej epoki, w tym z oprawcami z UB. W ciągu dziesięciu lat działalności Glaukopis wniósł swój wkład w poszerzenie i promowanie wiedzy oraz rzetelnych badań na temat tych najtrudniejszych, najbardziej kontrowersyjnych zagadnień w historii Polski. Zachętę do dalszej pracy stanowi decyzja Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o wpisaniu naszego pisma na listę naukowych czasopism punktowanych.

Glaukopis wkroczył w nową dekadę. Dokładnie dziesięć lat temu, 11 listopada 2003 r., miała miejsce premiera pierwszego numeru naszego pisma. Od tamtego czasu Glaukopis przekształcił się z małego, nikomu nieznanego pisma w duży i znaczący półrocznik naukowy. Nasz tytuł jest znany i rozpoznawalny nie tylko w Polsce. To wielka zasługa przede wszystkim współpracowników naszej redakcji, począwszy od kombatantów II wojny światowej, działaczy opozycji demokratycznej lat 70. i podziemia w stanie wojennym, członków dawnego NZS i korporantów, Polaków z kraju i emigracji oraz osób innych narodowości, historyków z tytułami naukowymi, badaczy regionalnych, ale także ludzi młodych – studentów. Wszystkich ich łączy pasja poznawania i opisywania nieznanych lub wypaczonych przez propagandę PRL zagadnień z historii najnowszej. Wszyscy oni również wierzą, że Glaukopis jest miejscem nieskrępowanej wymiany myśli i publikowania artykułów oraz dokumentów, które w innych periodykach prawdopodobnie miałyby poważne kłopoty z opuszczeniem redakcyjnej szuflady. To dzięki pomocy wielu, wielu osób, ich sugestiom i radom, pracy, a niekiedy także pomocy finansowej, nasze wspólne pismo może stale się rozwijać i stawać się, mamy nadzieję, z każdym numerem lepsze i ciekawsze. I za to wszystkim serdecznie dziękujemy!

W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z kilkoma znamiennymi incydentami, które świadczą o tym, w jaki sposób zniekształcony przekaz historyczny może stać się już nie tylko orężem w walce politycznej, ale kreowania postaw społecznych. Pokazały one również jak różna może być reakcja gremiów historycznych na spekulowanie wydarzeniami historycznymi i ich interpretacjami. Na początku kwietnia wybuchł skandal wywołany przez jedną z wysokonakładowych gazet, dotyczący „nowej interpretacji” powieści Aleksandra Kamińskiego Kamienie na szaniec. Nieznana na niwie naukowej osoba podzieliła się z czytelnikami swoimi teoriami, spekulacjami i domysłami na temat bohaterów tego dzieła, próbując udowodnić jego homoseksualne podteksty. Po raz kolejny okazuje się, że postępowcy zamiast prowadzić badania, wolą snuć śmiałe teorie, licząc na to, że pozwoli im to zaistnieć w „intelektualnym” towarzystwie wzajemnej adoracji. No to do dzieła!

Modne dziś hasło deregulacji zawodów już od co najmniej dwóch dekad jest przekleństwem historyków. Adepci Clio stracili przynależny im status i funkcję społeczną, w związku z czym o przeszłości może dziś pisać i mówić każdy. Wydaje się wręcz, że im mniejszą ma wiedzę, tym lepiej i tym chętniej jest słuchany. Od czasu do czasu w dyskursie publicznym toleruje się jeszcze prawdziwych badaczy, którzy mogą zabrać głos przy okazji jakiejś rocznicy, ale ich wypowiedzi i tak toną w powodzi tzw. komentarzy. Brylują w nich zwłaszcza celebryci swoimi politycznie poprawnymi spostrzeżeniami na temat polskiej historii, piosenkarze i aktorzy, celebrujący ekspiację za rzekome krzywdy wyrządzone przez Polaków, politycy i niedouczeni dziennikarze w sposób prymitywny usiłujący tłumaczyć zawiłości dziejów, czy wreszcie twórcy filmowi, nierozumiejący przeszłości, którą chcą ukazać w swoich „dziełach”.

Od kilku miesięcy jesteśmy świadkami protestów, w tym też serii protestów głodowych, przeciwko planom ograniczenia programu nauczania historii. W istocie działania resortu edukacji sprowadzają się do likwidacji lekcji historii w liceach ogólnokształcących. A dzieje się w to sytuacji, gdy niemal codziennie jesteśmy świadkami manipulowania tą dziedzina wiedzy. Fałszywe interpretacje dziejów najnowszych są wykorzystywane w walce dyplomatycznej, jako środek szantażu moralnego wobec naszego kraju, czego przykładem jest np. „gra jeńcami z 1920 r.” przez post-sowiecką Rosję lub kwestia „wypędzonych”, eksploatowana przez Niemcy. Prawda historyczna pada też ofiarą postmodernistycznych „interpretatorów”, specjalizujących się w takim modelowaniu faktów, aby były one szokujące, a oni sami zyskali rozgłos medialny. Obok prymitywnych koncepcji rodem z ukraińskiego lub litewskiego etnonacjonalizmu i odniesień do rzekomych polskich zbrodni na Niemcach z Ziem Zachodnich, mamy całą gamę konceptów plagiatowanych z historiografii zachodniej, zwłaszcza anglosaskiej, dotyczących rzekomego polskiego współudziału w Holokauście, „opresyjnego polskiego katolicyzmu” czy „antykomunizmu jako ukrytej formy antysemityzmu”. Młode pokolenie, pozbawione elementarnej wiedzy o przeszłości, stanie się bezbronne wobec takich i innych, równie absurdalnych, teorii lansowanych w Internecie i telewizji. Może taki ma być cel tych „reform”?

Początek strony